sobota, 31 maja 2014

Epilog - Nowa nadzieja

Urodził się Alex... śliczny chłopiec o cie,mnych włosklach i pięknych czekoladowych oczach po tatusiu... nie była to jedytna rzecz która po nim pozostała...ale Lia wydawała się jakby tego niewidzieć. Jakby zapomniała. Czy on zapomniał ? Czy on żyje ? Kiedys miał w głowie tyle pytań, teraz ma już na to wyjechane... zapomniała, przyzwyczaiła się do życia bez niego, mineły już 2 lata...
Niestetyu jej szczęście nie mogło trwać wiecznie... miała do tego pecha ...
Ktoś albo coś doniosło ojcu Lucasa... a on był w gorącej wodzie kompany i stała sie tragedia...

Kobieta czekała razem z synkiem na stacji ( na tej samej na której wysiadła 2 lata wcześnij z Lucasem ) czekała na pociąg...sama niewiedziała po co, nadjechał..z pociągu wyszedł mężczyzna, skąś znała tą twarz...nie mogła przypomnieć sobie z kąd...
-Co za miłe spotkanko...Lia ..
-Nie rozumiem ...
-Śliczne dziecko... - w jego oczach błysneło coś złowrogo...pociąg ruszył... i wtedy ten obrzydliwy facet...pchną z całych sił maleńkie dziecko któro bawiło się kamyczkami na trawie... Amalia zareagowała błyskawicznie...jednak się spóźniła...a mężczyzna znikną...

Pociąg przejechał..podeszła na drżacych nogach do torów... było pełno krwi...
-Alex !!!- upadła na kolana...

Następny dzień, dziewczyna obudziła się na trawie przy torach ... z żyletką w ręce..w nocy musiała przegiąc pałe z cięciem sie i straciś przytomność... Alex ... gdzie on jest ? To nie możliwe ..? Jedyna osóbka..maleńswto, które niezawiniło...znowu płakała...

Nagle poczuła jakby trzęśienie ziemi...nadjeżdżał pociąg... miała do wyboru różne opcje ..analizowała je.... podjeła decyzje..rzuci się pod pociąg !
Pociąg sie zatrzymał...wysiadła z niego tylko jedna osoba ..przez swoje zapłakane oczy nawet na niego nie spojżała...
Ten ktoś ja przytulił... odwróciła się i ...
-Lucas ??? - wszystko momętalnie odrzyło ...całe uczucie ..wszystko !! on wrócił... wrócił...do niej ..kochał ją i zapewniał ..znowu jest ..znowu ..!!!
-Lia, tak mi przykro ...- też płakał ...- Widziałem to wszystko, przyjechałem wczoraj z moim ojcem ...kazał mi zostać w środku bo inbaczej was zabije ...wiem że niepowinienem go słuchać...:( On nieżyje... rzuciłem statuetką ...nie wiedziałem że go zabije... Jak on miał na imie - spytał cicho
-Alex ..- odparła przez łzy
-Żegnaj moje dziecko... - rozpłakał sie jeszcze bardziej... ile można ..ile można znowić upokorzeń ...dopiero śmierć dziecka dała mu do myślenia ile błędów popełnił bedą ze swoim ojcem
Naprawi to...

Kilka dni potem odbył sie pogrzeb ...zostali powiadomieni też rodzice kobiety, dowiedzieli sie wszystkiego na miejscu i niedowieżali...

Tak już jest ...niestety życie musi toczyć się dalej ...
Czy ich życie będzie usiane niespodziankami....


Jeżeli chcecie sie dowiedzieć i żebym dalej pisała chociaż nie mam weny ...bardzo proszę o komentarz ...



NOWY BLOG !!

http://menschenlebenfurdielebe.blogspot.com/

Adres mojego nowego opka
Informuje że jest o
 TOKIO HOTEL


Część 15 Ostatnie pożegnanie ....

Witam wszystkich, to już ostatni odcinek... ale nieprzekreślajcie mnie....będzie jeszcze Epilog...który mam nadzieje że wszystko odmieni....:)



Nazajutrz siedzieli już w pociągu i jechali gdzieś ...sami niewiedzieli gdzie, wsiedli w pierwszy lepszy pociąg, dokąd on był żadne z nich niewiedziało.. żeby zdobyć bilety musieli oddać w zastaw piękną broszkę z kwiatai którą wcześniej Lia dostała od Lucasa na dowód ich bezgranicznej miłości, było to jedyne wyjście. Wydawali się pozornie szczęśliwi, ale niestety ktoś chciał zepsuć ich szczęście i poinformować ojca Lucasa gdzie i z kim jego synek się obecnie znajduje.

Wysiedli na małej stacyjce, wokół nie było żywej duszy... Dlaczego...? Początkowo się bardzo zdziwili, ale potem stwierdzili że dziwienie się nie ma sensu, taka wiocha ...nic dziwnego że tu nikt nie mieszka. Oni właśnie tego potrzebowali, cisza i spokój...do czasu

Zaczeło się ściemniać
-Lia, wydaje mi się że będziemy musieli spędzić noc pod gołym niebem, przykro mi - powiedział smutny i wyczerpany chłopaki
-Nie szkodzi - dziewczyna dodała mu otuchy - Jutro napewno coś znajdziemy :)


Usłyszeli brutalne kroki, ktoś biegł w ich kierunku... żedne z nich nie widziało kto to bo było ciemno, może to jakiś tubylec którego spytją o drogę.... żadne z nich niezdawało sobie sprawy że właśnie znaleźli się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.... zza drzewa wyłonił się ...ojciec Lucasa
-A więc to są ci twoi znajomi - warkną gardłowym odgłosem - Miła rzecz, cieszę się że jednak wyżyłaś i  jest was tylko dwójka... Lucasie, ona musi umrzeć
-Nie ojcze... ja ja kocham i będziemy mieć razem dziecko ....
- ŻE COO !!!
Dopiero teraz chłopak zrozumiał jak wielki błąd popełnił.
-Nie tato, wymskło mi się ...to przypadek...
-W ciąży ! Jesteś w ciąży ?
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, bała się. Co mógł jej zrobić ? Jej i jej dziecku....?
-Lucasie ...!!!! My nie możemy się z nią zadawać to córka tego łajdaka
- Zna pan mojego ojca ? - zdziwiła się
-Oj i to bardzo dobrze.... nie nawidzę go
- Mogę wiedzieć czemu - ciekawość czasem może nas zgubić, ale nie mogła się powstrzymać
-Kiedyś przed laty odebrał mi coś co kochałem...Dalia.... - westchną
-Moja matka ?
-Tak drogie dziecko twoja matka
-To dlatego się teraz mścisz na Lii ? - wtrącił się Lucas
-Tak, i będę się mścił dalej
-Tato, wyjedziemy...
-Nigdzie cię z nią nie puszcze...!!!!!
-W takim razie my we dwuch, pozwolimy jej żyć właśnym życiem...i tak ją wystarczająco skrzywdziliśmy..proszę...
-Dobrze...ale ja jeszcze wróce ...po moją należność... - powiedział ojczulek patrząc z nienawiścia na dziewczynę... - Wróce...! - znikna w krzakach...


-Lia ...tak mi przykro - zwrócił się prawie że szeptem to dziewczyny- My nie możemy być razem... przykro mi ...
-Lucas...ja cie kocham...
-Wiem. ja też cie kocham ....was ..- poprawił się przykładając jej dłoń do brzucha...- Zawsze będę o was pamiętał... zrobisz jak będziesz uważała...albo je wychowasz albo....
-Nie !
Ostatnio raz się pocałowali.... i nie mógł od niej odejść...
Wiedziała co musi robić, nie było iinego wyjścia...
Wstała i odeszła, nie odwracała się za siebie ...wiedziała że jeżeli usłysz jego kroki lub zobaczy jak odchodzi pobiegnie za nim, tak nie mogło być :(
********************************************************************

Nie miała co poacząc, więc wróciła do domu i opowiedziała o wszystkim rodzicom... Gdu tylko jej ojcec dowiedział się że ojcem jej dziecka jest syn ...niejekiego Rossa mało co nie dostał kociokwiku...wściekł się ...ale kochał córke i było mu jej żal, kiedy co noc płakała bo została sama na świecie....

_______________________________________________________________________

-Skarbie mam coś dla ciebie - świergoliła jej matka...-przyniosła jej grubą koperte...
Od razu ją otwoerzyła.... w środku był list ...od Lucasa !! :)


Wpierw z koperty wyleciała ...broszka..
Lucas obiecał że ją dloa niej zdobędziei zrobił to ...Dotrzymał słowa. Chciała natychmiast ją przypiąć, ale nie mogła, zbyt wiele osób wiedziało że był to prezent....Może już nigdy nic nie dostanie od niego...ale broszka przypominała jej o prawdzie, której nikt inny by niezrozumiał.

Lucas i Lia naprawde się kochali i zawsze będą się kochać

List : 
Lia....muszę pisać krutko. Powinnaś zniszczyć tę kartkę natychmiast po przeczytaniu, bo jeśli wpadnie w ręce kogo kolwiek ...to znajdziesz się w niebezpieczeństwie...I znam cię - jeśli napiszę więcej, nigdy się jej nie pozbędziesz. Ze mną wszystko w pożatku, wyjechałem do mamy- dzięki Tobie. Tamtego dnia byłaś silniejsza niż ja. Ja nie miałbym tyle odwagi by się z Tobą pożegnać. I teraz się z Tobą nie żegnam. Będziemy znowu razem, Amalio. Nie wiem kiedy, gdzie ani jak, ale nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. To musi nastąpić, w taki czy inny sposób... Musisz w to uwierzyć. Ponieważ ja wierzę w Ciebie... 


-Wierzę ci Lucasie...- szepneła cicho, przycisneła kartę do piersi. Spali ją za kilka minut - ale nie teraz, jeszcze nie teraz.

czwartek, 29 maja 2014

Część 14 Najlepsze wyjście

Znalazła się w swoim pokoju i rzuciła n łóżku..Lucas musiał iśc do domku, jego ojciec myślał że ona nie żyje i tak miało pozostać. Nie mógł się dowiedzieć. Teraz dziewczyna miała gorsze problemy na głowie… jest w ciąży… to nie możliwe… jak to ma wyglądać…?
Zniszczy życie temu maleństwu, które tak naprawdę nie ma jeszcze bladego pojęcia o życiu. Sama miała nie łatwo w życiu, a ono ? Jak ono ma sobie poradzić… co z jej rodzicami… Wiedziała jedno Lucas ją bezgranicznie kochał… i drugie …że to maleństwo też ją kochało i potrzebowało życia… ale ona też musiała mieć normalne życie i skończyć studia… mieć pracę. Podieła decyzje, decyzję która na zawsze miała zmienić jej życie… czy będzie potem żałować… wszystko jest możliwe… jedno jest pewne …zniszczy temu dziecku życie, wzięła żyletkę… nie wiedziała jak ma żyć i po co ma żyć, teraz wszystko straciło sens… wybierała pomiędzy nienarodzonym dzieckiem, a jego życiem.
Nigdy tego nie robiła, nie miała pojęcia jak wbić żyletkę żeby było dobrze… wbiła raz…  pociągnęła, na ręce pojawiła się świeża krew… nie czuła bólu… nic nie czuła. Cieła dalej…
Nie miała pojęcia ile czasu minęło, ale zaczęło już świtać, dziewczyna siedziała zapłakana i zakrwawiona w najdalszym i najciemniejszym kącie pokoju… w takim właśnie stanie zastał ją Lucas …
-Lia …Lia ..! – delikatnie dotkną jej twarzy – Coś ty najlepszego zrobiła !! ?
-Lucas … - jęknęła cicho
Podniusł jej rękę do oczu i policzył wszystkie rany. Po czym sam zrobił sobie tyle samo… Po tym co zobaczyła była pewna swojej decyzji…
-Lucas … ja urodzę to dziecko, nikt nie musi wiedzieć... wyjedziemy, to znaczy jeśli zechcesz
-Czy ja zechce …Lia …jeżeli to jest najlepsze i jedyne wyjście to pakuj się … zrobimy to jeszcze dzisiaj.
Wychodząc wzięła od rodziców kilka banknotów … i położyła małą karteczkę…

Musiałam wyjechać, zrobiłam cos bardzo złego, Kocham Was pamiętajcie o tym… nie szukajcie mnie …
Amalia  

Wyszła na nowy świat… czuła się wolna, nareszcie wolna …
Z tego co im zostało wynajeli skromny pokoik w hotelu… napisał ojcu SMS że znalazł „Nowych przyjaciół ‘’ i że zostanie z nimi na trochę…
Jutro pojadą gdzieś daleko pociągiem … gdzieś gdzie ich nikt nie znajdzie… gdzie będą wreszcie szczęśliwi…
________________________________________________________________

Czasem mam ochotę wyjechać, gdzieś, gdzie ucieknę

od codzienności z nadzieją na lepsze jutro 

środa, 28 maja 2014

Pioseneczka do opka :)

Mam nadzieje że się spodoba
Ja osobiście ją uwielbiam 


https://www.youtube.com/watch?v=cGYTmYD76QM



Część 13 (nie)miła wiadomość

Dziewczyna powoli otwierała oczy, nad jej głową coś denerwująco pipało. Domyślała się że może to być urządzenie do którego jest obecnie podłączona i któro ma na celu utrzymanie ją przy życiu. Ile tam leżała ? Każdy może zadać to pytanie. Wiedziała jedno nikogo obok niej nie było. Dlaczego ? Czy może już umarła? Czy zostanie z Markiem na zawsze ? STOP !! ona chce być z Lucasem …musi żyć, dla niego…
Poraziło ją jasne światło w Sali szpitalnej, poza nią była pusta, gdzie są wszyscy. Od czasu do czasu przychodziła Do niej matka, słyszała jej głos. Lucas nie przyszedł ani razu… wcale… Czy zapomniał? Czy ma inną ?

U Lucasa
Jego dziewczyna była w dziwacznej śpiączce już 2 miesiące… nikt nie wiedział co z jej organizmem było nie tak..przecież dostawała odpowiednie leki… co się do cholery działo ?
Przez te 2 miesiące wiele się wydarzyło a mianowicie…:

Przeszłość ….
Pewnego słonecznego dnia, kilka dni po wypadku postanowił odwiedzić ukochaną.
-Cześć skarbie – uśmiechną się, jakby sam do siebie, ona nawet nie wiedziała że tam był. Wziął jej małą, zimną rączkę w swoją ręke i mówił jak bardzo ją kocha i jak bardzo tęskni. W tym momęcie wszedł lekarz. Lucas się poderwał….
-I co z nią ?
- Hmmm, z nią nie mam pojęcia… ale mam też i dobre wieści, chociaż patrząc na nią sam nie wiem czy są dobre …- lekarz podrapał się po siwej brodzie
- Co jest ? – denerwował się
- Chodzi o to że ja wiem coś i nie wiem czy ty wiesz …- plątał się lekarz z zadziornym uśmieszkiem
- ?
- Amalia …jest w ciąży
Chłopaka zatkało… nie posiadał się ze szczęścia… ale…
-Chwilunia, ale co z dzieckiem ?
- I tu jest ten problemik… bo puki ona jest w śpiączce ..dziecko musimy odżywiać przez kroplówkę ..nie ma innego wyjścia
-Niech i tak będzie…..

Wrócił do domu i znów zagłębił się w papierach… siedział nad nimi dzień i noc… musiał odnaleźć osobę która chciała ją skrzywdzić…
- Tato, miałbym do ciebie proźbę….- zagadną ojca  przy śniadaniu- a właściwie pytanko
-Pytaj
-Co robiłeś w dzień wypadku Amalii
-Czy ty mnie o coś posądzasz ? – wybuchł ojciec – Jak śmiesz, jestem twoim ojcem…
Doszedł do wniosku że to faktycznie jest bez sensu.. w końcu po co miałby to robić, dał sobie spokój…. Aż do czasu kiedy …
Wszedł do garażu i zobaczył jak jego ojciec naprawia samochód, o dziwo auto miało skasowany cały przód i wtedy właśnie go olśniło… zobaczył wszystko czego wcześniej nie dostrzegał… wrócił myślami do dnia wypadku… Lia jechała do koleżanki i wtedy właśnie to auto w nią uderzyło…
-Ty morderco… - rzucił obelgę w kierunku ojca
-Nikt ci nie uwierzy – odparł ojciec
-Czyli się przyznajesz
-Tak, próbowałem ją zabić… to nie jest dziewczyna dla ciebie, cały czas to powtarzam, musiałem wziąć sprawy w swoje ręce…
-Udało ci się … Lia nie żyje – rozpłakał się, spakował swoje rzeczy i wyszedł.
Nie wiedział gdzie ma się udać, ale był dumny z tego że powiedział ojcu o śmierci Lii, teraz będzie przekonany o tym że ona nie żyje i da jej spokój, a gdy się obudzi Lucas będzie ją mógł zabrać w bezpieczne miejsce… tam gdzie nie będzie jego ojca  i nie będzie problemów… a przecież to jest teraz najważniejsze dla jego dziecka…

Teraźniejszość
U Lii

Usłyszała skrzypnięcie drzwi i zobaczyła w nich swój 8 cud świata…. Lucas.
- Hej, skarbie – ucałował ją szczęśliwy
-Długo mnie nie było ?
-2 miesiące… lekarz powiedział że twój stan jest na tyle stabilny że od razu mogę cie zabrać do domu…  pakuj się
-Nie mam na nic siły…
-Pomogę ci, w twoim stanie nie powinnaś się przemęczać…
-Przestań, brakuje mi tylko sił, od tego się nie umiera
-Ale…
-Przestań proszę… zmieńmy temat, jedźmy do domu, pogadamy o tym kiedy indziej…
Dotarli bezpiecznie do domu i Lucas pomógł jej na nowo ulokować się w swoim pokoju.
-Czy możemy teraz porozmawiać ?- spytał
-Ehh, skoro to takie ważne
-Ucieszysz się
-No dawaj….
-Bo widzisz, wtedy kiedy …my ..no ten
-Lucas !
- Wtedy …ty …jesteś w ciąży – wyrzucił to z siebie
Dziewczyna pobladła… nie, nie, nie. Ma 18 lat i ciąża, rodzice ją zabiją…. L




Część 12 Czy ktoś chciał żeby umarła ?

,Mam nadzieję że notka się spodoba... do zobaczenia mam nadzieję że w piątek...miłego czytania....jeśli macie chęci i czas można pokomentować :) 
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@ 




Otworzyła oczy, leżała sama na swoim wielkim łóżku. Lucasa nie było obok… przypominając sobie jego od razu wróciła myślami do poprzedniej nocy. Czy zrobiła coś nie tak ? Dlaczego sobie poszedł ? Nie zastanawiała się nad tym zbyt długo, miała dzisiaj określony cel… odwiedzić chorą przyjaciółkę… jak się potem okazało jej plany nie doszły do skutku…


Wzięła samochód swojego ojca, często pozwalał jej nim jeździć, nie miała prawa jazdy ale teraz to było nie istotne… przyjaciółka mieszkała na obrzeżach Berlina, tam właśnie miała się udać… wsiadła w samochód… po drodze wstąpiła jeszcze do sklepu żeby kupić sobie coś do picia, był ciepły a nawet można by powiedzieć upalny dzień, w sam raz na poranne morderstwo...ale o tym dziewczyna nie mogła już wiedzieć. 
 W drodze postanowiła zadzwonić do kumpeli :
L: Hej Mika,  jak się czujesz, postanowiła cie dzisiaj odwiedzić, mam nadzieję że nie będziesz miała nic przeciwko.
M: Jasne że nie, cieszę się że przyjedziesz… do zobaczenia w takim razie
Rozłączyły się, jechała dalej… już miała skręcać w uliczkę przyjaciółki gdy nagle z za zakrętu wyjechał na nią ogromny czarny van, nie miała szansy zjechać na bok. Jej samochód przekoziołkował kilka metrów dalej… przeraziła się a potem poczuła ogromny ból w lewej ręce, na której miała blizne po ucięciu ręki, to nie było przypadkowe ktoś chciał żeby umarła… zdążyła to pomyśleć i zauważyła że leci na nią tylnia szyba..potem nie czuła już nic i zapadła ciemność.


U Lucasa

Przyszedł do domku…  oczach ciągle miał tylko swoją ukochaną, ile by dał żeby teraz obudzić się przy niej, ale czekała go jeszcze wielka robota do zrobienia. O dziwo jego ojca nie było w domku, może gdzieś wyszedł. Zrobił to co miał zrobić ( mianowicie… rozćwiartowanie kilku ciał ) i usiadł przed telewizorem. Włączył wiadomości, podawali akurat jakąś rozbitkę niedaleko Berlina, bardzo się tym nie przejął. Po prostu usiadł i słuchał…
„ Dzisiaj w godzinach rannych ok. 10.00 młoda dziewczyna jechała prawdopodobnie samochodem ojca. Ktoś lub coś próbowało ją zabić. Dziewczyna straciła wiele krwi i właśnie jest transportowana do najlepszego szpitala w Berlinie… miejmy nadzieje że z tego wyjdzie. Rodziców dziewczyny prosimy o natychmiastowe przybycie. Z jej dowodu wynika że nazywa się Amalia Rose…. wszystkich zainteresowanych lekarze proszą o kontakt „
Wystarczyło tylko jedno zdanie żeby ugięły się pod nim kolana i po policzkach pociekły łzy. Amalia ? Przecież ona była w domu…. to nie może być prawda. Biegiem ruszył do garażu, wziął swojego sportowego Mustanga i pojechał do szpitala. Wchodząc przez główne drzwi modlił się żeby była to pomyłka… zwykła zbieżność nazwisk, ale gdy przy recepcji zobaczył jej rodziców wszystkie nadzieje zniknęły. Wyszedł przed szpital, nie miał ochoty słuchać jak to źle z nią jest… usiał na schodach i schował twarz w dłonie. Trzęsły mu się reće i było strasznie zimno... cały obraz świata mu się zamazywał i znikał pod mokrymi blaszkami od łez...
-Lucas – usłyszał swoje imię odwrócił się. Naprzeciwko niego stała jej mama
-Tak ?
-Ona cie teraz potrzebuje…- jedno zdanie mogło zmienić wszystko… wszedł do jej Sali i zamarł… Jeszcze nigdy nie widział jej w takim stanie… nawet kiedy pożyczył sobie jej dłoń. Dziewczyna leżała przykryta tylko cienkim materiałem, jej skóra tak blada nie odróżniała się od białej pościeli… jej twarz zdobiły czerwone pręgi po rozcięciach i lewa dłoń była w szynie… Podszedł do niej… szeptała cicho jego imię przez sen.
-Jestem tu – pogłaskał ją po głowie i dziewczyna momętalnie ucichła… - Znajdę go, znajdę słyszysz… będzie umierał w wielkich męczarniach… będę się mścił za to co ci zrobił… on umrze…
Nie dalej jak 4 godziny temu ona leżała bezpiecznie w jego ramionach, zostawił ją tylko na małą chwilkę… dlaczego ? Ktoś musiał ją śledzić… musiał wiedzieć co zamierza zrobić… musiał znać jej plany… musiał być zdrajcą.
Czy on chciał żeby umarła ?…. żeby cierpiała… żeby jej z nim nie było… kto byłby na tyle zdolny… zadać tyle cierpienia jego ukochanej..kto ?
Widząc jej oblicze przed oczami staneła mu wizja jak zabija człowieka który ją skrzywdził… i na jego twarzy zagościł wredny uśmieszek.
 Wstał i wyszedł, nikt nie mógł go już zatrzymać… obrał sobie jeden cel tylko wcześniej będzie musiał spytać ojca co robił w tych godzinach…
Miał co do tego bardzo dziwaczne przeczucia 






poniedziałek, 26 maja 2014

Część 11 Anioł Stróż

Był to kolejny raz kiedy Lia obudziła się z krzykiem. Śnił jej się Mark. We śnie mówił że ją kocha i że zrobi dla niej wszystko a potem znikał i pozostawiał po sobie tylko bolesną pustkę. Od jego śmierci miną już miesiąc. Powinna w końcu się od tego odciąć. Pozostawało pytanie… Czy da się zapomnieć o osobie która obdarowała nas swoją miłością… i na której nam zależało… zaraz a gdzie w tym wszystkim miejsce dla Lucasa ? Nie widzieli się od miesiąca. Nie miała pojęca co się dzieje. Może dał sobie spokój i ją zostawił. Te myśli bolały jak żadne inne. Czy on byłby w stanie ja zostawić… i  odejść ? Nie znalazła odpowiedzi. Postanowiła wstać, odświeżyć się i wyjść na świerze powietrze, zapowiadał się piękny dzień. Tak też zrobiła. Kiedy się ubierała nagle coś ją tknęło… może żeby te koszmary zniknęły na zawsze trzeba się z nim pożegnać… spontaniczna decyzja… udała się na cmentarz.
Usiadła sobie nie daleko grobu i zaczeła mówić….
- Przepraszam że nie przyszła się pożegnać wcześniej …zawsze będę o tobie pamiętała Mark bo ty mnie nauczyłeś życia..pokazałeś mi że świat może być piękny. Tęskno mi za tobą bardzo, mam nadzieję że niedługo się zobaczymy a teraz żegnaj przyjacielu..- posłała mu całuska.
Nagle zerwała się wichura …znów usłyszała jakby jego szept… BĘDĘ PRZY TOBIE ZAWSZE … potem wszystko ucichło. Usiała na grobie i przytuliła zdjęcie chłopaka. Nie wiem ile tak siedziała… ale zobaczyła że zaczyna się sciemniać. Przy Marku czuła się bezpiecznie nawet w nocy na cmentarzu. Odpłyneła w śnie
-Lia, Lia – ktoś delikatnie nią szarpał… myślała że jest w swoim łóżku i spała nadal- Lia, musisz się obudzić, musisz wstać… to nie jest odpowiednie miejsce…- powoli i leniwie otworzyła oczy. Było jej tak ciepło i miło, że nie miała zamiaru wstawać. Do czasu gdy jej zmysł wzroku ogarną co się dzieje. Wciąż była na cmentarzu… Lucas ? To dlatego było jej ciepło, była okryta jego bluzą i on dodatkowo ją grzał..ale on był zziębnięty wstała i oddała mu okrycie… momentalnie zrobiło jej się zimno i się rozbudziła.
-Lucas co ty tu robisz ?
-patrze czy nie dzieje ci się krzywda
-Skąd wiedziałeś że tu jestem?
Zapadła cisza
- Śledziłeś mnie ?
-Lia ja, tak śledziłem, ale przysięgam że nie w żadnych niecnych celach..poprostu się o ciebie boję
A więc to dlatego czuła się spokojnie tu i gdziekolwiek indziej nie dlatego bo była twarda ale dlatego że Lucas cały czas był przy niej…
-Kocham Cię – rzuciła mu się na szyję …cały miesiąc się skumulował i wybuchła płaczem
-Lia, nie płacz
-Ale to ze szczęścia
- Nie lubię kiedy płaczesz…
Posłusznie otarła łzy i zadała pytanie, któro ja nurtowało
-Czemu nie byłeś przy mnie tak oficjalnie
-Nam niewolno być razem – to zabolało
-Ale ja cie kocham
-Wiem ja też cie kocham
- To zlammy zasady..wszystkie …nie chce już dłużej żyć bez ciebie
-Dobrze ..złamiemy …ale czy jesteś tego pewna
-Tak jestem..nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo za tobą tęskniłam …ile dla mnie znaczysz i jak bardzo rozpaczałam gdy ciebie nie było obok
- Lia byłem zawsze… ty mnie nie widziałaś ale ja ciebie cały czas… wiem było ci ciężko i dlatego nie chciałem ci się pokazywać i pozwolić ci zapomnieć ..a ty nagle odwalasz taki numer
- Wrócisz ze mną do domu czy znów znikniesz ? – spytała z rozpaczą w głosie
- Wrócę z Toba do domu – uśmiechną się


Następnego dnia obudzili się obok siebie z wielkimi uśmiechami na twarzy… była to ich najlepsza noc w życiu ..obojga… pokazali sobie jak bardzo im zależy i jak bardzo kochają. Rozpętali burzę namiętności i sprawiali sobie przyjemność dotykiem…
Mieli być już na zawsze …

Kto walczy może przegrać

Kto nie walczy już przegrał





niedziela, 25 maja 2014

Część 10 Danie komuś drugiej szansy ...?

Wiram ! mam nadzieje że część się spodoba... tochę mi się zeszło z jej napisaniem, sorki za błędy :) 
Miłej lektury ...:) 



Dzień pogrzebu

Dziewczyna ubrała się na czarno i troszke podmalowała. To dla niego. Mark nie lubił kiedy wyglądała jak plastik. Mark. Dlaczego on ?
Na korytarzu natknęła się na swoją rodzicielkę
Lia skarbie takmi przykro – objęła córkę – Ciesz się że jego ciało w całość i dotarło do trumny, jakiś miły chłopak nam je udostępnił…
Wiedziała kim był ten miły chłopak… ale wymówienie nawet w myślach jego imienia sprawiało jej psychiczny ból zaraz że co ? Ciało dotarło całe …nie w kawałkach… to znaczy że ON go nie poćwiartował. Dlaczego ? Czy Lucas przyjdzie na pogrzeb… Czy go zobaczy … Czy będzie w stanie nie uciec ?Czy będzie próbował zrobić jej krzywdę ? zwieść do lasu. Miał nad nią sporą przewagę przecież wiedział że ona go kocha i zrobi dla niego wszystko. Pozostaje pytanie …
Czy Lucas będzie chciał to wykorzystać…?


Nie było go …nie przyszedł..miała w oczach łzy … a tak bardzo chciała go jeszcze zobaczyć. Miała nadzieje że przyjdzie i chociaż jeszcze raz przeprosi, a ona będzie mogła się odwrócić i powiedzieć że go nienawidzi.
Trumna została zakopana… powiał zimny wiatr, jakby od grobu… nigdy więcej dziewczyna nie dowiedziała się czy to była prawda czy może jej urojenia, ale u słyszała w tym wietrze znany głos Marka..WIERZE W CIEBIE I KOCHAM CIĘ … Poszła złożyć kondolencje jego rodzinie i wróciła smutna do domu.
Położyła się spać….

Jednak nie spała długo… usłyszała ciche pukanie w szybę… przeraziła się nie na żarty. Szybko zapaliła lampkę nocną i spojrzała na okno balkonowe. Za szybą rysował się ciemny zarys sylwetki człowieka… obleciał ją strach, ale ciekawość zwyciężyła… powoli podeszła do okna. W słabym świetle lampy ujrzała znaną jej twarz …Lucas. Po policzkach spłynęły jej łzy … zauważył to … uśmiechną się i pogroził jej palcem..a potem zrobił coś …co mogłoby przełamać lody….
Przyłożył swoją dłoń do szyby w miejsce gdzie Lia trzymała dłoń. Dłoń do dłoni… pokazał jej że może mu ufać… mimo że się bała postanowiła spróbować..Otworzyła okna. Do pokoju wszedł lekki podmuch zimna i po chwili była w jego ramionach… zadrżała.
- Nie bój się mnie – szepną z rozpaczą- Nigdy, przenigdy nie zrobię ci krzywdy. Zaufaj mi.
Zaufała mu …może nie wiedząc w co się pakuje, ale go kochała… nic więcej nie trzeba było mówić… już chciała coś powiedzieć …gdy Lucas wszedł jej w słowo
-Musze już iść, przyszedłem cie tylko zobaczyć.
-nie, nie idź proszę…
-Musze … powiedz mi tylko czy dasz mi jeszcze jedną szanse
-dam – odparła bez zastanowienia -, zobaczymy się jeszcze – spytała z bólem w sercu
- Obiecuje…. Złożył delikatny pocałunek na jej drżących wargach.
Po czym znikną tak samo szybko jak się pojawił…
Chciała już zamknąć okno gdy nagle na podłodze zobaczyła średniej wielkości białe serduszko. Mieściło jej się w dłoni.. a na odwrocie pisało …TYLKO W MOIM SERCU … rozpłakała się ze szczęścia … miała już wszystkie odpowiedzi na wcześniejsze dylematy ..Lucas ją kocha …teraz mogła to wykrzyczeć nawet całemu światu ..i kiedyś znowu się zobaczą ..to jest nieuniknione…J

Czasami danie komuś drugiej szansy
Jest jak danie mu drugiej kuli
Bo nie trafił nas za pierwszym razem
Ale czasem…
Jest to najlepsza decyzja jaką podjeliśmy w życiu



Tak to jest właśnie to serduszko...



sobota, 24 maja 2014

Część 9 czy można kochać morderce ?

Tą część dedykuje wszystkim czytającym i komentującym...w szczególnośći pozdro dla Małej Mi ....

Miłej lektury ! :) 
______________________________________________________




Dziewczynę przeszedł zimny dreszcz, zamarła.
 W tym momęcie uświadomiła sobie że popełniła wieli błąd. Jej najlepszy przyjaciel, w którym miała oparcie zawsze, który kochał ją mimo wszystko, już nigdy się do niej nie uśmiechnie. Jego ciało na zawsze już pozostanie zimne i sztywne… nie będzie już wspólnych nocy spędzanych przy rozmowach o niczym i radosnych poranków, kiedy w jego oczach streszczał się piękny wschód słońca… Dopiero teraz dotarło do niej że Lucas … był mordercą.
Przestraszyła się, co teraz będzie ? Przed oczami miała najgorsze wizje… zaczeła żałować że za nim pobiegła…
-Lia !!! – do jej świadomości wtargneły brutalne słowa – Wszystko ok. wyglądasz jakbyś umarła… LIA !!!!
To był Lucas …dotykał jej… chciał ją zabić … ręka… obciął ją …Mark …zabił go. Lucas był mordercą. ... był mordercą... ...był ...jej ukochanym. 
Przeraziła się … zaczeła się cofać …przerażona spojrzała mu w oczy. Ujrzała w nich tylko strach. Jedyne czego teraz pragnęła to uciekać, ale nie mogła …jego oczy … hipnotyzowały ją. Stała jak słup soli…
-Lia …kochanie …- przemówił cicho, zauważył że się boi
Ockneła się, zaczeła się ponownie wycofywać …
- Lia – spojrzał na nią z rozpaczą – Nie odchodź … Ja …ja ..ja nie... bój się, nie skrzywdzę cię.
- Powiedz to Markowi …
- Przepraszam..ja wtedy nie myślałem … byłem zazdrosny, tak to była zazdrość, bo …bo …dopiero co się poznaliśmy i się zakochałem a tu nagle jakiś obcy facet cie obejmuje…
- To był mój przyjaciel !!!
- Tak mi przykro… nie wiedziałem – jego dłoń ruszyła w kierunku jej policzka… nogi się pod nią ugieły… ponownie sparaliżował ją strach. Poczuła nagły napływ adrenaliny i nawet na niego nie spojrzała … uciekła w las.


 Nie pobiegł za nią… nie chciał jej bardziej stresować… usiadł da trawie i się rozpłakał… właśnie stracił coś na czym mu straszliwie zależało…


Wpadła zdyszana do domu … nikogo w nim nie było, pozapalała wszystkie światła i usiadła na swoim łóżku… dlaczego ? Czemu to wszystko się posypało..a miało być tak pięknie…
Kochała go nadal… co miała zrobić. Nie mogła przeież być z mordercą… NIE MOGŁA   !!!!
Spojrzała na ścianę, na której wisiało zdjęcie z wakacji… ona i Mark … Mark… Mark. Nie mogła pojąć że go nie ma … przecież zawsze był… patrzyła na drzwi i czekała… na to aż wejdzie do pokoju i krzyknie … Hej młoda… ale nic takiego się nie działo… ON JUŻ NIE WRÓCI …
Lucas …czy może jednak …Nieznajomy morderca… Kim on dla niej jest … czy może go kochać … czy będzie w stanie mu wybaczyć jak nadarzy się okazja… ja nadarzy … bo przecież przy następnej okazji …może zginąć ona… to była chora miłość … ale jednak była…

 Miłość zabija
Wiem to dopiero dzisiaj
Zabiera wszystko w jednej chwili
Sprawia ból
Miłość zabija
Choć nie ma bez niej życia
Potrafi zranić na zawsze już





INFORMACJA !!!

Informuje wszystkich że na tygodniu raczej nie będę wstawiać części. Szkoła i te sprawy. 
 To tyle :) Nie pisze dużo bo wiem że i tak wam się tego niechce czytać :) 

piątek, 23 maja 2014

Część 8 ...!!!

Dziewczyna obudziła się z krzykiem … i wielkim bólem serca oraz z ogromnym zdziwieniem na twarzy kiedy obok siebie zobaczyła śpiącego Marka…. co się wczoraj wydarzyło …. ?
-Hej kochanie ..- uśmiechną się do niej miło…. powinna być szczęśliwa, każda dziewczyna w szkole by jej zazdrościła. Jednak ona nawet się nie uśmiechnęła… w sercu miała ciągle miłość i dobroć człowieka, który nie chciał być mordercą
- Lia …wszystko w porządku… jest południe a ty wyglądasz jak zombie…może chcesz się ze mną przejść ?
Dziewczyna nie bardzo wiedząc co robi … zgodziła się

Nie pomyślała tylko, że może tego potem żałować….

Na dworze było cieplutko, ptaki śpiewały aż chciało się żyć. Zapomniała o wszystkich swoich dawnych myślach i skupiła się tylko na tym że jest tu z Markiem. Śmiali się i ganiali po polance. Żadne z nich nie zauważyło że się z ciemnia… w końcu dziewczynę znudziło bieganie.
- Mark, robi się późno wracajmy…
-przestań ..piękny zachód słońca …czego chcieć więcej …
Dziewczyna zatrzęsła się …
-Zimno ci ?
- Troszeczkę…
Podszedł do niej i okrył swoją bluzą. Przytulił i zaczął szeptać czułe słówka… .Dziewczyna czuła się jak w niebie, miło było słuchać takich ciepłych słów na swój temat. Spojrzała na chowające się za horyzontem słońce…… i  zauważyła na tle ciemnego lasu na pagórku sylwetkę człowieka … Wszystko wróciło… nim zdążyła cokolwiek zrobić chłopak znikną… wiedziała co zobaczył i co sobie pomyślał. Poczuła się winna. Brutalnie wyszarpała się z objęć Marka pobiegła w las… Za sobą słyszała jego krzyki..oznakę że za nią biegnie. Poczuła się dziwnie. Nie dalej jak 24 godziny temu ten chłopak wyznała jej miłość. Nie zaprzeczyła wtedy, to dlaczego teraz ucieka. Nie była z nim szczera …dlaczego taka była ?
-Lucaaaas !!!! – Krzyczała ile dała rade ..nie było odzewu… bała się o niego …co może mu strzelić do głowy po tym co sobie pomyślał, to nie było tak. Musiała mu wszystko wytłumaczyć …i to jak najszybciej…
Nie wiedziała gdzie jest …i głosy Marka w oddali też ucichły, tak nagle …jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki… przez chwile nie słyszała nic. Może już umarła.
W oddali usłyszała czyjś szloch. Ruszyła w tamtym kierunku… na szarej zimnej ziemi oparty o drzewo siedział nie kto inny tylko właśnie Lucas ….nawet na nią nie spojrzał kiedy przy nim przyklękła… zobaczyła na jego twarzy nową Blizne. Nie pytała kto mu ją zrobił. Była na to zbyt mądra i wiedziała jaka będzie odpowiedź.
-Lucas – szepnęła dotykając delikatnie jego ręki… - To wszystko nie jest tak jak myślisz …
- Proszę daruj sobie – z jego ust wydobyło się ciche skomlenie
- Ale ja mówię prawdę, to tylko mój przyjaciel – usiłowała tłumaczyć
- Twój przyjaciel ? – chłopak aż zachłystną się powietrzem
-Tak
-Nie wierzeeeee…
- Powiesz mi co się stało ? – spytała po chwili milczenia
Po jego policzkach znów pociekły łzy.
- Ja… ja ..nie wiedziałem - płakał 
-Ale co ?
-Kiedy ci powiem …wyzywasz mnie od najgorszych i przestaniesz mnie kochać – chlipał
Przytuliła go.
-Nie ma mowy, nigdy nie przestanę cie kochać…
-Ale…ale…
- Co ..? , powiesz mi do cholery
- Tak – jękną – Choć …
Prowadził ją w las …dopiero po paru minutach zorientowała się że idą w tym samym kierunku z którego wcześniej przybiegła…
Staneli na rozwidleniu i chłopak wskazał na coś palcem, na coś czego wcześniej tam nie było …krew. Przeszedł ją dreszcz…
-Lucas ..? – odezwała się
- Twój przyjaciel ….- zaciął się
-Mark ?
Chłopak twierdząco skiną głową ….
Dziewczyna wybuchneła płaczem
- Czy …on …czy twój ojciec …?
- Nie, nie mój ojciec …to ja go zabiłem …




Częśc 7 Powrót

Dziewczyna wbiegła do swojego domu i niespodziewanie rzucili się do niej rodzice
- Gdzieś ty tyle była – szlochała matka – Tyle cię szukaliśmy , dlaczego płaczesz, ktoś cię skrzywdził ?
Dziewczyna nie chciała odpowiedzieć. Miała drgawki i trzęsła się raczej nie z zimna.
-Mamo, ale ja już jestem- wydukała i zniknęła w swoim pokoju.
Zaczeła szukać Lucasa na portalach społecznościowych, ale to nie przyniosło rezultatów. Próbowała spać, ale gdy tylko zamykała oczy zaraz widziała przed sobą jego jak żywego… Płakała… Czy on przeżył ? Co teraz będzie ? Czy naprawdę będzie próbował jej szukać? A jak tak to czy mu się to uda ? Miała w głowie setki myśli… tylko ON
Jej przemyślenia przerwało stukanie do drzwi. Do pokoju wszedł ….

Mark ?
-Lia , taki bardzo się o ciebie bałem – podbiegł i uścisną przerażoną dziewczynę
….a miała nadzieje że to Lucas ….

- Kiedy usłyszałem o twoim zniknięciu stwierdziłem że musze zrobić wszystko co w mojej mocy żeby cie znaleźć …zrozumiałem że cie nadal kocham…
- Ale o czym ty mówisz ? – spytała szeptem …tego się niespodziewana
- Jesteś zmęczona – przysuną się i jednym ruchem położył ją na łóżku – Śpij skarbie , porozmawiamy jutro …
Dziewczyna posłusznie zamknęła oczy …sama nie wiedziała co robi tuląc się do Marka… tak bardzo chciała by żeby był tu Lucas że może nawet niezdawana sobie sprawy że zasypia u boku kogoś zupełnie innego.
W nocy miała wizje senną w której widzi ciemny las … sylwetkę chłopaka …

LUCAS !!!



Czasami drogi dwojga ludzi się rozchodzą,
 ale nie rozchodzą się ich serca. 
Błądzą bez siebie, 
chcą próbują budować życie na nowo
 i zapełniają powstałą pustkę w klatce piersiowej 
znajomościami bez przyszłości. 
Może czasami nawet na kimś im zależy,
 ale w nocy kiedy są szczerzy sami ze sobą
 dochodzą do wniosku że to nie obok tej osoby
 chcą się budzić do końca swojego życia.
 Czasami ich wędrówka trwa kilka tygodni,
 miesięcy a nawet lat, ale nie bój się. 
Jeżeli to będzie wam pisane, to w którymś momecie,
 tym najmniej spodziewanym, 
wasze drogi znowu się zejdą 
i wtedy zrozumiesz że masz już wszystko, 
bo odzyskałeś swoje serce….







________________________________________

Dzięki za czytanie ..:) mam nadzieje że niezabraknie mi weny na następne 


niedziela, 18 maja 2014

Część 6 Pożegnania :(

Ojciec się zbliżał. Dziewczyna pobladła. Czy on mówi poważnie ? Przecież ją zabije… wszedł do pomieszczenia. Na jego twarzy malował się zdradliwy uśmieszek. Podszedł do niej… zaczeła powoli żegnać się z życiem. Poczuła silną dłoń zaciskającą się na jej prawym ramieniu a w ręce błysną nóż. To koniec …tyle zdążyła pomyśleć bo nagle stało się coś nie oczekiwanego … na jej lewym ramieniu zacisnęła się  druga ręka i z całej siły wyrwała ją z uścisku mężczyzny.
-Lucas ! – usłyszała krzyk mężczyzny ( jeszcze nigdy nie słyszała żeby ktoś tak strasznie krzyczał ) i zobaczyła jak chłopak obrywa od ojca w twarz … mimo to staną pomiędzy ojcem a Lią, by bronić ukochanej
-Zostaw ją – warknął na ojca – Nie masz prawa jej krzywdzić …nic ci nie zrobiła !
- Ale za takie ciało można dostać mnóstwo kasiorki – uśmieszek na ryju mówił sam za siebie.
-Ale ja ją kocham !!
- Co ty gadasz …. znajdziemy ci inną
- Tak …tylko po to żeby ją znowu zabić
- Ona za dużo widziała
- Nic nikomu nie powiem …przysięgam – wtrąciła się przerażona dziewczyna, byle by tylko uchronić Chłopaka przed biciem i siebie przed utratą słuchu
- Nie można wierzyć takim jak ty
- Można jej wierzyć …tato ..my jesteśmy razem. Chciałbym cie prosić o błogosławieństwo… proszę, nie krzywdź jej – krzyki chłopaka przeszły w szept ..załamał się.
- Nigdy !!!!! – ojciec zrobił się purpurowy na twarzy i brutalnie rzucił na dziewczynę… chłopak w ostatniej chwili go przytrzymał.
-Lia , uciekaj !!! – wrzasną przeraźliwie, poczym znokautował ojczulka…
- Ale…
-Znajdę cię
Na nic już dłużej nie czekała …rzuciła się pędem prze las… byle do cywilizacji

Z oczu ciekły jej łzy …Czy jeszcze kiedyś się zobaczą …. Czy …on przeżyje ?
Jeszcze raz przez ramię spojrzała w tył …usłyszała tylko krzyki ..i ruszyła przed siebie … myśląc o tym jak dalej będzie

 Pożegnania …nie lubię ich
Wydają się taką ostatecznością
Nigdy niewiadomy czy zobaczy się kogoś
z kim właśnie ściskasz dłoń
i kogo całujesz w policzek
komu machasz z oddali Może to ostatni dotyk
Ostatnie słowa
Nie ma nic gorszego od pożegnań





sobota, 17 maja 2014

5 Wyjdziesz za mnie ?

Następny dzień. 
Dziewczyna otworzyła oczy. Nadal nikt jej nie szukał, a na domiar złego zakochała się w człowieku, który był mordercą. Od jej porwania minęło na pewno kilka dni, wszystkie te dni spędziła z Lucasem, był przy niej, rozmawiał z nią uśmiechał się. Nie wierzyła w to że jest mordercą, ale wszystko na to wskazywało. Poczuła ból. Ze wstrętem spojrzała na swoją rękę, tą w której nie miała dłoni i…
 Ze zdziwienia kilka razy zamrugała, to niemożliwe. Jej piękna dłoń była na swoim miejscu, mimo że była przyszyta to mogła nią poruszać. Jak on to zrobił ? Dlaczego to zrobił ? Co chce zrobić teraz ? jej rozmyślania przerwał Lucas, który właśnie wszedł do pomieszczenia w którym była  przetrzymywana. Mimowolnie się uśmiechnęła.
-Lucas ? – uśmiech zszedł jej z twarzy tak szybko jak się pojawił. Chłopak miał na twarzy wielką czerwoną pręgę ..chyba po uderzeniu i był cały siny na twarzy. Ktoś go pobił ? mało tego dziewczyna zauważyła że ma inną dłoń, musiał ją sobie wziąć z innego ciała. Ukradł dłoń komuś innemu, przeszedł ją dreszcz zgrozy.
Gwałtowanie wstała żeby mu pomóc, ale jej ciało odmówiło współpracy. Zatoczyła się i upadła by gdyby nie chłopak. Złapał ją w ostatniej chwili i położył z powrotem na posłaniu. Przyłożyła dłoń do jego policzka, był bardzo gorący. Jej dłonie były lodowate, więc przynosiły mu ulgę.
- Kto ci to zrobił ? – spytała i po jej policzkach pociekły łzy
- Mój ojciec stwierdził że bardzo źle zrobiłem trzymając cię ciągle przy życiu, możesz kogoś powiadomić, albo uciec i zadzwonić na policje.
- Co !! o czym ty w ogóle mówisz ? Nikomu nie powiem, nie zrobię ci tego. Ja ….kocham Cię
- Nie powinnaś, wypuszczę cię, ale jeszcze nie teraz, dzisiaj spróbujemy bez podawania ci narkotyków, musisz być w pełni sprawna- mówił poważnie - Musisz być w pełni sprawna, bo mój ojciec tak łatwo nie odpuści, będziesz biegła przez las. 
- Naprawdę ? – niedowierzała, będzie mogła wrócić do domu ?
- Tak, zrobiłem ci krzywdę a ja też cię kocham szkoda że zrozumiałem do dopiero gdy doszło do tragedii. Już nigdy więcej nie chce cię skrzywdzić.
- Ale ja nie chce odejść, zostanę z tobą, rodzicom powiem że kogoś poznałam i że z nim będę.
-Zwariowałaś !, czy ty wiesz co mówisz ?
- Wiem jedno, kocham cię , reszta może poczekać – pocałowała go – A teraz przynieś coś, żebym mogła oczyścić ci ranę, nie miło będzie jak wda się zakażenie …- przypomniała sobie o dłoni i mimowolnie zsunęła się wzrokiem w dół, a on podążył za jej spojrzeniem.
- Umyłem ci rękę, nie powinnaś mieć żadnych problemów, przeszczep powinien się przyjąć.
- Jak tyś to zrobił, mogę nią ruszać  ? – dziwiła się przecierając mu twarz wacikiem.
- Nie minęło dużo czasu odkąd ją sobie „pożyczyłem" część twoich tkanek nie obumarła, to dlatego- uśmiechną się. – mogę o coś spytać ?
- Jasne pytaj
- Bo widzisz … czy nie zechciałabyś może … za mnie wyjść
Oczy dziewczyny zrobiły się wielkie jak denka od butelek po winie.
- Co ?
- Wiem ze znamy się trochę za wcześnie, ale wydaje mi się że jest to jedyny sposób na ocalenie cię przed moim ojcem. Poza tym bardzo cie kocham i chce z tobą być.
-Ale …
-Chodzi ci o pierścionek – wyjął z kieszeni spodni granatowe pudełeczko i i delikatnie je otworzył. Dziewczynę najpierw poraziła w oczy jasna łuna, która się z niego wydobyła. Dopiero po chwili mogła normalnie spojrzeć na pierścionek. Zaniemówiła
-Nie podoba ci się- posmutniał
- Nie, jest piękny, tylko zdaje sobie sprawę że musiał kosztować cie majątek
- Na twoim palcu będzie ślicznie wyglądał, założył jej na palec
- On ma ze 100 karatów
-Ile by nie kosztował, mam pieniądze, nie narzekam
- W takim razie załatwione… skoro masz pieniądze …to głupio mi ciebie o to pytać, ale
- Tak…
- Kupimy sobie ładny domek – powiedziała zawstydzona
- Hahahahaha – jego śmiech rozładował napięcie – Nawet ślubu nie mamy a ty mi już taką listę życzeń robisz
Posmutniała i spuściła głowę
- Lia …
0 reakcji
- Lia, kochanie spójrz na mnie
Dziewczyna delikatnie podniosła głowę
- Chyba wiem do czego zmierzasz….- uśmiechał się
- Tak ?
- Chcesz zapewne założyć rodzinę itp. Kotek masz dopiero 16 lat
Nie zgodził się, po jej policzkach pociekły łzy, a myślała że to ten jedyny z którym będzie mogła żyć długo i szczęśliwie…
- Skarbie ja nie powiedziałem nie… możemy nawet teraz jeśli chcesz – przesunął dłonią po krzywiźnie jej uda, sunął w górę
-Nie teraz, nie tu …- zwinęła się z bólu
- Musisz wytrzymać bez narkotyków, nie chce zrobić z ciebie narkomanki
- Ale Kiedy to tak strasznie boli…
- Chodź wyjdziemy sobie na dwór, będę cie trzymał nic ci nie będzie
-OK. – zgodziła się i powoli wstała, chłopak objął ją ramieniem i szli powolnym krokiem po lesie
-Tak w ogóle to ile tu jestem ? – spytała
- 10 dni, szukali cie, nawet sporo osób, nikt nie wie że tu byłaś
-I się nie dowie…
Usiedli na polance
-Jak się czujesz ? – martwił się –  Świeże powietrze dobrze ci zrobi
- Tak ale ręka nadal mnie bardzo boli
Delikatnie pomógł jej położyć się na trawie i położył się obok. Wziął jej rękę w swoją ciepłą dużą dłoń i delikatnie masował, kojąc ból
Wrócili do chatki, gdyż było już późno
-Wiesz co ? – szepnęła Lia
- Tak ?
-Przy tobie czas jakoś tak szybciej mija
- To wszystko nie powinno się wydarzyć, jesteśmy całkiem z innych światów rozumiesz… - ich rozmowę przerwał krzyk ojca Lucasa

- Koniec tego dobrego, albo zabijesz tą dziewczynę w tej chwili, albo ja to zrobię- usłyszeli brutalne kroki… 



Coś długaśny mi wyszedł :) 

4 Chyba mi na tobie zależy ...

Obudziły ją promienie wschodzącego słońca, było ciepło, za oknem słyszała śpiew ptaków. Otworzyła oczy i z przerażeniem zorientowała się że wciąż jest w chatce potwora w lesie. O dziwo jeszcze nikt jej nie szukał, dlaczego nie słyszała krzyków ? Dlaczego nie słyszała nawoływania ? Gdzie pogoń z psami ? Przecież matka na pewno zawiadomiła policję, na co oni wszyscy czekali. 
Usłyszała kroki… Lucas … uśmiechnęła się na samą myśl. Była chora na głowę, na pewno. Cieszyła się na myśl, że zobaczy chłopaka, który ukradł jej dłoń ! 
- Hej ranny ptaszku – uśmiechnęła się, miała o dziwo bardzo dobry humor. 
Spojrzał na nią ponuro
- Hej – odparł
- Możemy porozmawiać … proszę – spytała z nadzieją, nie chciała zostawać tu sama.
- O czym ? – chciał ją zbyć
- Dlaczego taki jesteś , taki ponury i zimny ? – spytała z poważną miną. Wcześniej wydał jej się inny, coś się zmieniło. Uśmiechną się blado…
- Dla kogo mam się uśmiechać ? – nie mam nikogo. - odpowiedział poważnie
- Dla przyjaciół …
- Ja nie mam przyjaciół – odparł
- Dla rodziny
- Nie mam rodziny… Skończmy to ..! już ! – zdenerwował się i uderzył pięścią w drewniany stół, wszystko co na nim stało zatrzęsło się a ona zadrżała. 
- Możesz uśmiechać się dla mnie… - dodała cichutko
Spojrzał na nią z nadzieją  
- Naprawdę …?
- Tak – odparła stanowczo
- Mimo tego co ci zrobiłem?
- Tak mimo to – spojrzała mu w twarz, już się go  nie bała – Nie jesteś zły, robisz to bo jesteś zmuszany, jesteś normalnym chłopakiem… - zwinęła się z bólu gdyż narkotyk przestał działać. Zauważył to. Usiadł obok i głaskał ją po policzku …podał kolejną dawkę
- Zaraz przejdzie – uśmiechną się – Mogę mieć w tobie przyjaciółkę
- Jasne … bo… bo …chyba mi na tobie zależy – powiedziała słabo, bała się że ją uderzy
Nic takiego nie zrobił
- To źle …to bardzo źle … nie powinnaś …my nie powinniśmy  - zbliżył Się do niej i pocałował, delikatnie ale zmysłowo. – dziękuje ..i przepraszam …- szepną gdy dziewczyna zamykała oczy …




3 Ręka

Obudził ją silny ból w lewej ręce, ręka ciągnęła i piekła… powoli otworzyła oczy … leżała na czymś dziwnym, nie próbowała tego nawet identyfikować. Szybko przesunęła spojrzenie do źródła bólu i zamarła, zamrugała kilka razy, zamknęła oczy na dłużej i ponownie otworzyła, ale straszliwe widowisko nie zniknęło sprzed jej twarzy.  … obciął jej rękę. W miejscu gdzie normalnie znajdowałaby się jej dłoń znajdował się tylko kikut obwinięty bandażem. 
 Od razu przypomniała sobie wydarzenia z minionego wieczoru … czyżby dostała się w łapy handlarzy narządów? Zaczynała wpadać w panikę, ból wciąż narastał, przerażenie również. Rozejrzała się, wszędzie widziała tylko ciemność. To wszystko tak bardzo ją przerażało, nie wiedziała co powinna zrobić, chciała wstać i uciekać, ale strach paraliżował ją tak bardzo, że nie mogła wykonać żadnego ruchu, mogła tylko leżeć i oddychać z trudem, ciężkim , rzęrzącym oddechem. W końcu nie dała rady i rozpłakała się. Tak bardzo teraz zapragnęła przytulić się do mamy. Mama miała racje, gdy ją przestrzegała przed takimi imprezami, jakaż ona była głupia, że poszłą za jakimś przypadkowym chłopakiem, który wydał jej się miły. 

- Już się obudziłaś ? – usłyszała głos chłopaka – Masz gorączkę ?- przyłożył jej do czoła ślicznie wypielęgnowaną dłoń …po zielonym manikiurze zorientowała się że owa ręka kiedyś należała do niej … zachłystnęła się powietrzem. To nie mogło dziać się na prawdę, jakiś chłopak ma jej dłoń przyszytą do swojej ręki. To niemożliwe, zaraz się obudzi w swoim domu, mama nakrzyczy na nią za późny powrót do domu i dostanie szlaban. Zamknęła oczy i zacisnęła wargi, odczekała chwilę i ponownie je otworzyła, ale nic się nie zmieniło. Koszmar wciąż trwał.
- Boli…? - czule zapytał chłopak. Jaki chłopak ?!! To potwór we własnej osobie. Z jego oczu wydobywał się mrok, zrozumiałą dlaczego dostał takie przezwisko. 
Skinęła głową … Bardzo bolało.
- Wiesz może i jestem potworem, ale nie chce żeby taka osoba jak ty jeszcze cierpiała…- wstał, otworzył szafę i wyją z niej strzykawkę… Przeraziła się nie na żarty, znowu ją uśpi ? Co obetnie jej tym razem ?
- Może morfina to nie jest, ale powinno pomóc – kontynuował i wstrzykną jej w ciało narkotyk.
Usiadł i przyglądał się jej ze smutkiem w oczach, po jakimś czasie jej ciało się rozluźniło, a ból zelżał na tyle, że mogła się odezwać.
- Jak masz na imię – wydukała cicho, bała się krzyczeć i wołać pomocy, była zdana na łaskę chłopaka z jej ręką.
- Chcesz pić ? – spytał, nie zdradzając swojego imienia, 
Skinęła lekko głową …podstawił jej szklankę  i wlał chłodną wodę do ust.
- Nazywam się Lucas, mam 18 lat i pochodzę sam nie wiem skąd. Ten facet wczoraj to mój ojciec… wciągną mnie w to gdy miałem 10 lat …jak się zacznie to już nie można przestać…- zdziwiło ją to że tak dużo powiedział. – Oki musze iść - obejrzał się za siebie, coś na zewnątrz przykuło jego uwagę.
- Nie, nie odchodź jeszcze proszę – z jej oczu pociekły łzy, nagle poczuła jakąś wielką pustkę i paniczny strach przed tym co ją czeka…i  więź łączącą ją z owym chłopakiem... nie ! chyba się nie zakochała ? 
Bała się  po prostu zostać tu sama, bała się jego ojca, bała się co może jej zrobić. Lucas okazał jakąś skruchę, po chwili rozmowy nie wyglądał już na potwora, co innego jego ojciec, który ćwiartuje zwłoki.
 Delikatnie złapała go zdrową ręką i spojrzała mu w oczy, kiedy nie bił od nich mrok i chłód …były piękne …mleczna czekolada
- Nie odejdę – szepną, usiadł obok i zaczął głaskać ją po włosach – ale teraz musisz już spać …spać – narkotyk zadziałał i dziewczyna odpłynęła.

Lucas jeszcze długo przy niej siedział i myślał…