sobota, 17 maja 2014

5 Wyjdziesz za mnie ?

Następny dzień. 
Dziewczyna otworzyła oczy. Nadal nikt jej nie szukał, a na domiar złego zakochała się w człowieku, który był mordercą. Od jej porwania minęło na pewno kilka dni, wszystkie te dni spędziła z Lucasem, był przy niej, rozmawiał z nią uśmiechał się. Nie wierzyła w to że jest mordercą, ale wszystko na to wskazywało. Poczuła ból. Ze wstrętem spojrzała na swoją rękę, tą w której nie miała dłoni i…
 Ze zdziwienia kilka razy zamrugała, to niemożliwe. Jej piękna dłoń była na swoim miejscu, mimo że była przyszyta to mogła nią poruszać. Jak on to zrobił ? Dlaczego to zrobił ? Co chce zrobić teraz ? jej rozmyślania przerwał Lucas, który właśnie wszedł do pomieszczenia w którym była  przetrzymywana. Mimowolnie się uśmiechnęła.
-Lucas ? – uśmiech zszedł jej z twarzy tak szybko jak się pojawił. Chłopak miał na twarzy wielką czerwoną pręgę ..chyba po uderzeniu i był cały siny na twarzy. Ktoś go pobił ? mało tego dziewczyna zauważyła że ma inną dłoń, musiał ją sobie wziąć z innego ciała. Ukradł dłoń komuś innemu, przeszedł ją dreszcz zgrozy.
Gwałtowanie wstała żeby mu pomóc, ale jej ciało odmówiło współpracy. Zatoczyła się i upadła by gdyby nie chłopak. Złapał ją w ostatniej chwili i położył z powrotem na posłaniu. Przyłożyła dłoń do jego policzka, był bardzo gorący. Jej dłonie były lodowate, więc przynosiły mu ulgę.
- Kto ci to zrobił ? – spytała i po jej policzkach pociekły łzy
- Mój ojciec stwierdził że bardzo źle zrobiłem trzymając cię ciągle przy życiu, możesz kogoś powiadomić, albo uciec i zadzwonić na policje.
- Co !! o czym ty w ogóle mówisz ? Nikomu nie powiem, nie zrobię ci tego. Ja ….kocham Cię
- Nie powinnaś, wypuszczę cię, ale jeszcze nie teraz, dzisiaj spróbujemy bez podawania ci narkotyków, musisz być w pełni sprawna- mówił poważnie - Musisz być w pełni sprawna, bo mój ojciec tak łatwo nie odpuści, będziesz biegła przez las. 
- Naprawdę ? – niedowierzała, będzie mogła wrócić do domu ?
- Tak, zrobiłem ci krzywdę a ja też cię kocham szkoda że zrozumiałem do dopiero gdy doszło do tragedii. Już nigdy więcej nie chce cię skrzywdzić.
- Ale ja nie chce odejść, zostanę z tobą, rodzicom powiem że kogoś poznałam i że z nim będę.
-Zwariowałaś !, czy ty wiesz co mówisz ?
- Wiem jedno, kocham cię , reszta może poczekać – pocałowała go – A teraz przynieś coś, żebym mogła oczyścić ci ranę, nie miło będzie jak wda się zakażenie …- przypomniała sobie o dłoni i mimowolnie zsunęła się wzrokiem w dół, a on podążył za jej spojrzeniem.
- Umyłem ci rękę, nie powinnaś mieć żadnych problemów, przeszczep powinien się przyjąć.
- Jak tyś to zrobił, mogę nią ruszać  ? – dziwiła się przecierając mu twarz wacikiem.
- Nie minęło dużo czasu odkąd ją sobie „pożyczyłem" część twoich tkanek nie obumarła, to dlatego- uśmiechną się. – mogę o coś spytać ?
- Jasne pytaj
- Bo widzisz … czy nie zechciałabyś może … za mnie wyjść
Oczy dziewczyny zrobiły się wielkie jak denka od butelek po winie.
- Co ?
- Wiem ze znamy się trochę za wcześnie, ale wydaje mi się że jest to jedyny sposób na ocalenie cię przed moim ojcem. Poza tym bardzo cie kocham i chce z tobą być.
-Ale …
-Chodzi ci o pierścionek – wyjął z kieszeni spodni granatowe pudełeczko i i delikatnie je otworzył. Dziewczynę najpierw poraziła w oczy jasna łuna, która się z niego wydobyła. Dopiero po chwili mogła normalnie spojrzeć na pierścionek. Zaniemówiła
-Nie podoba ci się- posmutniał
- Nie, jest piękny, tylko zdaje sobie sprawę że musiał kosztować cie majątek
- Na twoim palcu będzie ślicznie wyglądał, założył jej na palec
- On ma ze 100 karatów
-Ile by nie kosztował, mam pieniądze, nie narzekam
- W takim razie załatwione… skoro masz pieniądze …to głupio mi ciebie o to pytać, ale
- Tak…
- Kupimy sobie ładny domek – powiedziała zawstydzona
- Hahahahaha – jego śmiech rozładował napięcie – Nawet ślubu nie mamy a ty mi już taką listę życzeń robisz
Posmutniała i spuściła głowę
- Lia …
0 reakcji
- Lia, kochanie spójrz na mnie
Dziewczyna delikatnie podniosła głowę
- Chyba wiem do czego zmierzasz….- uśmiechał się
- Tak ?
- Chcesz zapewne założyć rodzinę itp. Kotek masz dopiero 16 lat
Nie zgodził się, po jej policzkach pociekły łzy, a myślała że to ten jedyny z którym będzie mogła żyć długo i szczęśliwie…
- Skarbie ja nie powiedziałem nie… możemy nawet teraz jeśli chcesz – przesunął dłonią po krzywiźnie jej uda, sunął w górę
-Nie teraz, nie tu …- zwinęła się z bólu
- Musisz wytrzymać bez narkotyków, nie chce zrobić z ciebie narkomanki
- Ale Kiedy to tak strasznie boli…
- Chodź wyjdziemy sobie na dwór, będę cie trzymał nic ci nie będzie
-OK. – zgodziła się i powoli wstała, chłopak objął ją ramieniem i szli powolnym krokiem po lesie
-Tak w ogóle to ile tu jestem ? – spytała
- 10 dni, szukali cie, nawet sporo osób, nikt nie wie że tu byłaś
-I się nie dowie…
Usiedli na polance
-Jak się czujesz ? – martwił się –  Świeże powietrze dobrze ci zrobi
- Tak ale ręka nadal mnie bardzo boli
Delikatnie pomógł jej położyć się na trawie i położył się obok. Wziął jej rękę w swoją ciepłą dużą dłoń i delikatnie masował, kojąc ból
Wrócili do chatki, gdyż było już późno
-Wiesz co ? – szepnęła Lia
- Tak ?
-Przy tobie czas jakoś tak szybciej mija
- To wszystko nie powinno się wydarzyć, jesteśmy całkiem z innych światów rozumiesz… - ich rozmowę przerwał krzyk ojca Lucasa

- Koniec tego dobrego, albo zabijesz tą dziewczynę w tej chwili, albo ja to zrobię- usłyszeli brutalne kroki… 



Coś długaśny mi wyszedł :) 

Brak komentarzy: