,Mam nadzieję że notka się spodoba... do zobaczenia mam nadzieję że w piątek...miłego czytania....jeśli macie chęci i czas można pokomentować :)
@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@@
Otworzyła oczy, leżała sama na swoim wielkim łóżku. Lucasa
nie było obok… przypominając sobie jego od razu wróciła myślami do poprzedniej
nocy. Czy zrobiła coś nie tak ? Dlaczego sobie poszedł ? Nie zastanawiała się
nad tym zbyt długo, miała dzisiaj określony cel… odwiedzić chorą przyjaciółkę… jak się
potem okazało jej plany nie doszły do skutku…
Wzięła samochód
swojego ojca, często pozwalał jej nim jeździć, nie miała prawa jazdy ale teraz
to było nie istotne… przyjaciółka mieszkała na obrzeżach Berlina, tam właśnie
miała się udać… wsiadła w samochód… po drodze wstąpiła jeszcze do sklepu żeby
kupić sobie coś do picia, był ciepły a nawet można by powiedzieć upalny dzień, w sam raz na poranne morderstwo...ale o tym dziewczyna nie mogła już wiedzieć.
W drodze postanowiła zadzwonić do kumpeli :
L: Hej
Mika, jak się czujesz, postanowiła cie
dzisiaj odwiedzić, mam nadzieję że nie będziesz miała nic przeciwko.
M: Jasne że
nie, cieszę się że przyjedziesz… do zobaczenia w takim razie
Rozłączyły się, jechała dalej… już miała skręcać w uliczkę przyjaciółki
gdy nagle z za zakrętu wyjechał na nią ogromny czarny van, nie miała szansy
zjechać na bok. Jej samochód przekoziołkował kilka metrów dalej… przeraziła się
a potem poczuła ogromny ból w lewej ręce, na której miała blizne po ucięciu ręki,
to nie było przypadkowe ktoś chciał żeby umarła… zdążyła to pomyśleć i zauważyła
że leci na nią tylnia szyba..potem nie czuła już nic i zapadła ciemność.
U Lucasa
Przyszedł do
domku… oczach ciągle miał tylko swoją
ukochaną, ile by dał żeby teraz obudzić się przy niej, ale czekała go jeszcze
wielka robota do zrobienia. O dziwo jego ojca nie było w domku, może gdzieś wyszedł.
Zrobił to co miał zrobić ( mianowicie… rozćwiartowanie kilku ciał ) i usiadł
przed telewizorem. Włączył wiadomości, podawali akurat jakąś rozbitkę niedaleko
Berlina, bardzo się tym nie przejął. Po prostu usiadł i słuchał…
„ Dzisiaj w
godzinach rannych ok. 10.00 młoda dziewczyna jechała prawdopodobnie samochodem
ojca. Ktoś lub coś próbowało ją zabić. Dziewczyna straciła wiele krwi i właśnie
jest transportowana do najlepszego szpitala w Berlinie… miejmy nadzieje że z
tego wyjdzie. Rodziców dziewczyny prosimy o natychmiastowe przybycie. Z jej
dowodu wynika że nazywa się Amalia Rose…. wszystkich zainteresowanych lekarze
proszą o kontakt „
Wystarczyło
tylko jedno zdanie żeby ugięły się pod nim kolana i po policzkach pociekły łzy.
Amalia ? Przecież ona była w domu…. to nie może być prawda. Biegiem ruszył do
garażu, wziął swojego sportowego Mustanga i pojechał do szpitala. Wchodząc
przez główne drzwi modlił się żeby była to pomyłka… zwykła zbieżność nazwisk,
ale gdy przy recepcji zobaczył jej rodziców wszystkie nadzieje zniknęły. Wyszedł
przed szpital, nie miał ochoty słuchać jak to źle z nią jest… usiał na schodach
i schował twarz w dłonie. Trzęsły mu się reće i było strasznie zimno... cały obraz świata mu się zamazywał i znikał pod mokrymi blaszkami od łez...
-Lucas –
usłyszał swoje imię odwrócił się. Naprzeciwko niego stała jej mama
-Tak ?
-Ona cie
teraz potrzebuje…- jedno zdanie mogło zmienić wszystko… wszedł do jej Sali i
zamarł… Jeszcze nigdy nie widział jej w takim stanie… nawet kiedy pożyczył sobie
jej dłoń. Dziewczyna leżała przykryta tylko cienkim materiałem, jej skóra tak
blada nie odróżniała się od białej pościeli… jej twarz zdobiły czerwone pręgi
po rozcięciach i lewa dłoń była w szynie… Podszedł do niej… szeptała cicho jego
imię przez sen.
-Jestem tu –
pogłaskał ją po głowie i dziewczyna momętalnie ucichła… - Znajdę go, znajdę
słyszysz… będzie umierał w wielkich męczarniach… będę się mścił za to co ci
zrobił… on umrze…
Nie dalej
jak 4 godziny temu ona leżała bezpiecznie w jego ramionach, zostawił ją tylko
na małą chwilkę… dlaczego ? Ktoś musiał ją śledzić… musiał wiedzieć co zamierza
zrobić… musiał znać jej plany… musiał być zdrajcą.
Czy on
chciał żeby umarła ?…. żeby cierpiała… żeby jej z nim nie było… kto byłby na tyle
zdolny… zadać tyle cierpienia jego ukochanej..kto ?
Widząc jej
oblicze przed oczami staneła mu wizja jak zabija człowieka który ją skrzywdził…
i na jego twarzy zagościł wredny uśmieszek.
Wstał i wyszedł, nikt nie mógł go już
zatrzymać… obrał sobie jeden cel tylko wcześniej będzie musiał spytać ojca co
robił w tych godzinach…
Miał co do tego bardzo dziwaczne przeczucia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz