piątek, 18 lipca 2014

Część 10 Wielkanoc

Obudziła się wypoczęta, wyskoczyła z łóżka i zaczeła poranną toaletę i przy okazji przemyślenia. Bała się dzisiejszego dnia… bała się swojej reakcji na … jego imie bała się wymówić nawet w myślach. Dlaczego ?  Dlaczego tak na nią działał ? Co on z nią zrobił ?

Jedyna ucieczką od wszystkiego była..śmierć, ale przypomiała sobie szpital i szybko odgoniła od siebie te myśl. Podeszła do szafki zobaczyła kartkeę… kiedyś zapisała na niej słowa Marka 
KTO WALCZY MOŻE PRZEGRAĆ, KTO NIE WALCZY JUŻ PRZEGRAŁ.

Oh Mark ile by dała żeby był teraz przy niej. Ktoś go zabił … ten ktoś ma za sobą mroczną przeszłość … ten ktoś obciął jej dłoń żeby sobie pożyczyć… ten ktoś był bezwzględnym mordercą… ten ktoś był kochany przez nią ponad wszystko.

Czy umiałaby mu wybaczyć ?
Czy chciałaby mu wybaczyć ?

Nita … jej przyjaciółka ..może nie postąpiła dobrze, ale może nie miało to być złośliwe. Tylko że gdyby nie chciała być złośliwa to by tego po prostu nie zrobiła. Tak, taka była prawda. Nie była widocznie jej prawdziwą przyjaciółką.

Ubrała się w czarną obcisłą sukienkę, do tego czarne szpilki na platformie. Założyła kilka bransoletek na ręke i usiadła przed toaletką by zrobić sobie coś z włosami.
 Po jakimś czasie usłyszała dzwonek do drzwi… zeszli się goście ..po chwili gwar rozmów… przez ten gwar przebijał się jeden donośny głos. Zcisneło się jej serce i żołądek podskoczył do gardła. Za chwile miała zejść na dół i jakby nigdy nic zjeść z nim Wielkanocne Śniadanie.

Nagle ją olśniło… przypomniała sobie o ważnym szczególe. Zadzwonić do Georga, Wczoraj złożyli sobie co prawda życzenia, ale nie unikała że chciała po prostu usłyszeć jego głos. Przez ten bolesny czas zdążyła go bardzo polubić. Stał się jej prawdziwym przyjacielem … mimo że gustował w chłopakach, dla niej i tak był tym samym uśmiechniętym Geo. Lubiła go tak jak kiedyś Marka …Właśnie Mark …Naszła ją chęć na spotkanie z nim, ale skoro w domu byli goście to nie wypadała iść na cmentarz.

Nagle usłyszała kroki. Obleciał ją strach. Uświadomiła sobie że nie jest to twardy męski chód, tylko lekki kobiecy. Usłyszała jak szpilki stukają o podłoge i ciche pukanie. Nie powiedziała PROSZĘ ..nie miała ochoty na konfrontacje z osobą za drzwiami.
-Ami …mogę – usłyszała głos…

Znała ten głos… kiedyś jak były małe biegały razem po łąkach LA
Drzwi się lekko uchyliły i pojawiła się w nich głowa brunetki
-Ładnie ci w czerwonym – powiedziała Lia patrząc jak dziewczyna narwowo poprawia sukienkę.
-Dziękuje… myślałam …- urwała
- ..że zobaczysz uśmiechniętą i cieszącą się życiem dziewczynę – dokończyła Lia – Ja taka już nigdy nie będę
-Ehhh …. Nie możesz ciągle przed tym uciekać
-Wyjdź i daj mi święty spokój
-Lia ..przepraszam mimo wszystko choć już na dół bez ciebie nie zaczniemy
-Boje się – powiedziała cicho dziewczyna –Nie martw się będę tam razem z tobą … pokarz mu – podeszła do niej Nita
-A co Ti zmieni …On kocha ciebie

Zapadła cisza. Lia podeszła do okna … bała się odwrócić przodem do Nity ..płakała
Pioczuła delikatną dłoń na ramieniu. Odwróciła się od niechcenia i utwiła spojrzenie w błękitnych jak ocean oczach nity
-Ja go nie kocham – powiedziała lekko zła i wyszła
Lia stała jeszcze chwile pod oknem osłupiała aż kroki ucichły, a potem osunęła się po ścianie i rozpłakała.



W końcu musiała zejść na dół. Poprawiła makijaż i wygładziła ręką wierzch sukienki. Wzięła głęboki wdech i wyszła z pokoju. Szpilki stukały gdy schodziła po schodach. Miała przeczucie że wszyscy na nią patrzą.

Pojawiła się na dole … ujrzała go .Patrzył na nią. Odwróciła wzrok i zajęła miejsce jak najdalej od niego. Czuła że smutny opuścił wzrok. Mimo wszystko go kochała… nie chciała żeby cierpiał. Wręcz przeciwnie chciała do niego podbiec, przytulić i powiedzieć że wszystko będzie ok.

Musiała wziąć do ręki chleb i czymś się zająć bo wiedziała że zaraz się rozpłacze.
Dzień miną tak szybko jak się zaczął. Wszyscy się powoli ulotnili przed TV Zostali tylko oni..oboje starali się na siebie nie patrzeć, ale było to nieuniknione.

Po chwili Momęt wydał się im magiczny, kiedy to oboje chcieli wziąć cukiernice do herbaty. Lekko dotkneli się opuszkami palców. Żadne z nich nie cofnęło ręki… Spojrzeli sobie w oczy. Patrzyła w te czekoladowe piękności i wszystko znikało… cała nienawiść a na jej miejsce  wkradała się …. Wielka miłość. Uśmiechną się do niej i wtedy otrzeżwiała. 
Gwałtownie wstała od stołu i odeszła..nienawidziła świąt …

*** U Lucasa ***

Była tak blisko a jednak tak daleko. Ten dotyk był magiczny. Jej jakby błagały o jego miłość. Lecz potem wszystko zgasło… może musi tylko zaczekać. Ona wciąż go kocha, a on musi zrobić wszystko żeby było jak dawniej i jest gotów oddać za to wszystko … wszystko …EVER .. bo




ZE WSZYSTKICH ZJAW

DUCHY NASZYCH DAWNYCH MIŁOŚCI SĄ NAJGORSZE 

Brak komentarzy: