Obudziła się
wypoczęta, wyskoczyła z łóżka i zaczeła poranną toaletę i przy okazji
przemyślenia. Bała się dzisiejszego dnia… bała się swojej reakcji na … jego
imie bała się wymówić nawet w myślach. Dlaczego ? Dlaczego tak na nią działał ? Co on z nią
zrobił ?
Jedyna
ucieczką od wszystkiego była..śmierć, ale przypomiała sobie szpital i szybko
odgoniła od siebie te myśl. Podeszła do szafki zobaczyła kartkeę… kiedyś
zapisała na niej słowa Marka
KTO WALCZY MOŻE PRZEGRAĆ,
KTO NIE WALCZY JUŻ PRZEGRAŁ.
Oh Mark ile
by dała żeby był teraz przy niej. Ktoś go zabił … ten ktoś ma za sobą mroczną
przeszłość … ten ktoś obciął jej dłoń żeby sobie pożyczyć… ten ktoś był
bezwzględnym mordercą… ten ktoś był kochany przez nią ponad wszystko.
Czy umiałaby
mu wybaczyć ?
Czy
chciałaby mu wybaczyć ?
Nita … jej
przyjaciółka ..może nie postąpiła dobrze, ale może nie miało to być złośliwe.
Tylko że gdyby nie chciała być złośliwa to by tego po prostu nie zrobiła. Tak,
taka była prawda. Nie była widocznie jej prawdziwą przyjaciółką.
Ubrała się w
czarną obcisłą sukienkę, do tego czarne szpilki na platformie. Założyła kilka
bransoletek na ręke i usiadła przed toaletką by zrobić sobie coś z włosami.
Po jakimś czasie usłyszała dzwonek do drzwi…
zeszli się goście ..po chwili gwar rozmów… przez ten gwar przebijał się jeden
donośny głos. Zcisneło się jej serce i żołądek podskoczył do gardła. Za chwile
miała zejść na dół i jakby nigdy nic zjeść z nim Wielkanocne Śniadanie.
Nagle ją
olśniło… przypomniała sobie o ważnym szczególe. Zadzwonić do Georga, Wczoraj
złożyli sobie co prawda życzenia, ale nie unikała że chciała po prostu usłyszeć
jego głos. Przez ten bolesny czas zdążyła go bardzo polubić. Stał się jej
prawdziwym przyjacielem … mimo że gustował w chłopakach, dla niej i tak był tym
samym uśmiechniętym Geo. Lubiła go tak jak kiedyś Marka …Właśnie Mark …Naszła
ją chęć na spotkanie z nim, ale skoro w domu byli goście to nie wypadała iść na
cmentarz.
Nagle
usłyszała kroki. Obleciał ją strach. Uświadomiła sobie że nie jest to twardy
męski chód, tylko lekki kobiecy. Usłyszała jak szpilki stukają o podłoge i
ciche pukanie. Nie powiedziała PROSZĘ ..nie miała ochoty na konfrontacje z
osobą za drzwiami.
-Ami …mogę –
usłyszała głos…
Znała ten
głos… kiedyś jak były małe biegały razem po łąkach LA
Drzwi się
lekko uchyliły i pojawiła się w nich głowa brunetki
-Ładnie ci w
czerwonym – powiedziała Lia patrząc jak dziewczyna narwowo poprawia sukienkę.
-Dziękuje…
myślałam …- urwała
- ..że
zobaczysz uśmiechniętą i cieszącą się życiem dziewczynę – dokończyła Lia – Ja
taka już nigdy nie będę
-Ehhh …. Nie
możesz ciągle przed tym uciekać
-Wyjdź i daj
mi święty spokój
-Lia
..przepraszam mimo wszystko choć już na dół bez ciebie nie zaczniemy
-Boje się –
powiedziała cicho dziewczyna –Nie martw się będę tam razem z tobą … pokarz mu –
podeszła do niej Nita
-A co Ti zmieni
…On kocha ciebie
Zapadła
cisza. Lia podeszła do okna … bała się odwrócić przodem do Nity ..płakała
Pioczuła
delikatną dłoń na ramieniu. Odwróciła się od niechcenia i utwiła spojrzenie w
błękitnych jak ocean oczach nity
-Ja go nie
kocham – powiedziała lekko zła i wyszła
Lia stała
jeszcze chwile pod oknem osłupiała aż kroki ucichły, a potem osunęła się po
ścianie i rozpłakała.
W końcu
musiała zejść na dół. Poprawiła makijaż i wygładziła ręką wierzch sukienki. Wzięła
głęboki wdech i wyszła z pokoju. Szpilki stukały gdy schodziła po schodach.
Miała przeczucie że wszyscy na nią patrzą.
Pojawiła się
na dole … ujrzała go .Patrzył na nią. Odwróciła wzrok i zajęła miejsce jak
najdalej od niego. Czuła że smutny opuścił wzrok. Mimo wszystko go kochała… nie
chciała żeby cierpiał. Wręcz przeciwnie chciała do niego podbiec, przytulić i
powiedzieć że wszystko będzie ok.
Musiała wziąć
do ręki chleb i czymś się zająć bo wiedziała że zaraz się rozpłacze.
Dzień miną
tak szybko jak się zaczął. Wszyscy się powoli ulotnili przed TV Zostali tylko
oni..oboje starali się na siebie nie patrzeć, ale było to nieuniknione.
Po chwili Momęt
wydał się im magiczny, kiedy to oboje chcieli wziąć cukiernice do herbaty. Lekko
dotkneli się opuszkami palców. Żadne z nich nie cofnęło ręki… Spojrzeli sobie w
oczy. Patrzyła w te czekoladowe piękności i wszystko znikało… cała nienawiść a
na jej miejsce wkradała się …. Wielka miłość.
Uśmiechną się do niej i wtedy otrzeżwiała.
Gwałtownie wstała od stołu i
odeszła..nienawidziła świąt …
*** U Lucasa
***
Była tak
blisko a jednak tak daleko. Ten dotyk był magiczny. Jej jakby błagały o jego
miłość. Lecz potem wszystko zgasło… może musi tylko zaczekać. Ona wciąż go
kocha, a on musi zrobić wszystko żeby było jak dawniej i jest gotów oddać za to
wszystko … wszystko …EVER .. bo
ZE
WSZYSTKICH ZJAW
DUCHY
NASZYCH DAWNYCH MIŁOŚCI SĄ NAJGORSZE
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz