** U LUCASA
**
Kiedy tylko
wszedł do domu, którym obecnie miał pomieszkiwać przez te kilka miesięcy ( u
jakiegoś kolegi jego matki ) podeszła do niego śliczna japonka, która
twierdziła że ma na imię Uriko. Pokazała mu cały dom po czym zostawiła samego.
Minął
miesiąc, on co wieczór siadał sobie ze szklanką szkockiej przy oknie za
zdjęciem Lii w telefonie i cierpiał uświadamiając sobie jak bardzo tęskni…
** U LII **
Święta
..zbliżały się święta ..nie będzie mogła z nim spędzić ... Wigilii ..może nawet
już nigdy się nie zobaczą …
Pod kolanami
poczuła gładkość drewnianej podłogi – a potem pod dłońmi, a potem pod
policzkiem. Miała nadzieję, że zemdleje,
ale niestety nie straciła przytomności. Fale bólu, które dotąd smagały tylko jej
serce, zalały ją całą aż po czubek głowy, wciągały w otchłań…
Nie walczyła
by powrócić na powierzchnie …
**U LUCASA
**
Spał sobie
spokojnie gdy nagle do pokoju wparowała mu Uriko i zaczeła świergotać o tym że
musi mu pokazać swoją nową katane.
-Ok, dobra przynieś
ją – odparł.
Był w 100 %
p[przekonany że owa katana to jakiś rodzaj ubrania. Jak wielkie było jego zdumienie
kiedy dziewczyna wparowała do pokoju z wielkim mieczem i zaczeła nim miotać.
Włosy stanęły mu dęba
-Skąd masz
cś takiego ??- wyjąkał
-Od taty. Powiedział
że jutro w Europie świętują coś w rodzaju gwiazdki pod choinke i powiedział że
to prezent ..skoro mamy tu Europejskich gości – krzyknęła i wybiegła.
Zamarł.
Przecież
jutro Wigilia, której nie będzie mógł spędzić …z Lią.. po policzkach zaczeły mu
spływać łzy, nie pomyślał o tym przed wyjazdem. Wziął kartkę papieru, zaczął
coś pisać. Ogarną że kompletnie nie wie co pisać. Nie widzieli się 3 miesiące… Czy
ma w ogóle po co pisać ?
** U LII **
Święta minęły
w niezbyt miłej atmosferze… Lucas jakby zapomniał. Nawet nie przysłał listu.
Było jej strasznie przykro… tyle bólu …dlaczego z nim nie pojechała !!
Czas
przemija, nawet wtedy, kiedy wydaje się to niemożliwe. Nawet wtedy, kiedy
rytmiczne drganie wskazówki sekundowej zegara wywołuje pulsujący ból. Czas
przemija, nierówno – raz rwie przed siebie, to znów niemiłosiernie się dłuży –
ale mimo to przemija…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz